KARTKA WYRWANA Z ŻYCIA... czyli co u mnie



Cześć po długiej przerwie!

Siedzę i sama nie wiem, od czego mogłabym zacząć. Sporo się działo, a ja praktycznie rok nie blogowałam, a bardzo chciałam. No właśnie niestety nie wszystko jest takie proste. Ostatnio taki przepełniony emocjami wpis był dla mnie bardzo ciężki, tam mówiłam Ci o swojej "porażce" i nieudanym kolejnym podejściu do studiów medycznych. To był ciężki wpis dla mnie, a ten wcale nie zapowiada się lekko.

Jak pewnie pamiętasz studiowałam Fizjoterapię, niestacjonarnie na Gdańskiej Akademii Wychowania Fizycznego, no właśnie studiowałam. Bardzo się cieszyłam na ten "mój nowy początek". Sam kierunek bardzo, ale to bardzo mi odpowiadał. Dlaczego więc nie dałam rady? Dlaczego postanowiłam się wycofać? Nie wiem... nie wiem, czy to było przez to, że jeszcze nie zdołałam silnie stanąć na nogi i już chciałam budować coś na niestabilnym gruncie. Budowałam nową siebie, kiedy tak naprawdę nie poskładałam swojej starej Pauli do kupy. I coś nie wyszło. Zrezygnowałam...

W tym roku postawiłam na to, by odbudować się na nowo. Polubić się, zaakceptować i znaleźć sens w życiu. Bo powiem Ci, że przez pewien czas czułam, że wszystko, co robię jest niestety bez celu. Nie jestem osobą, która potrafi spontanicznie podchodzić do życia. Wręcz przeciwnie, zawsze wszystko lubię planować. A w pewnym momencie (dość niedawno) czułam, że każdy dzień niestety nie niesie nic dobrego dla mnie, a co za tym idzie, nie czuję się szczęśliwa. I tak szczerze? Jedynym sposobem na moją radość i oderwanie się od problemów było i jest do tej pory bieganie. Gdyby nie sport i miłość do aktywności fizycznej, nie załamałam się kompletnie.

Poszłam po pomoc, chodzę regularnie na terapię i powoli składam wszystkie rozbite klocki swojego życia. I jest mi lepiej, chociaż niektóre spotkania bywają ciężkie. I wbrew pozorom tych ciężkich spotkań bywa więcej niż mogłoby się zdawać. Jedno jest pewne, nie żałuję. Powoli czuję się lepiej. Dlatego jeśli zastanawiasz się nad tym, czy nie skorzystać z pomocy specjalisty, nie wahaj się długo i idź.

Nie chcę się w tym wpisie użalać, jak bardzo mi bywa źle, bo nie to mam  na celu. Po co więc to wszystko Ci piszę? Bo chcę cały czas być z Tobą tą samą szczerą Pauliną. Swoją obecnością w Internecie, chcę pokazywać, że w życiu nie zawsze jest kolorowo, ale to normalne! Podstawą do budowania szczęśliwego życia jest świadomość tego, że warto próbować.

W momencie, gdy czułam, że wszystko mi się posypało straciłam poczucie kontroli nad swoim życiem, nad samą sobą. Nie rozumiałam, co się dzieje z moim ciałem kiedy wiecznie chodzę zestresowana. Nie mogłam spać, czasami dalej mi się to zdarza, nie mogłam jeść, a jak jadłam to nie mogłam się opanować i zjadałam zdecydowanie za dużo, za co później również się obwiniałam. Mam wrażenie, że otarłam się o zaburzenia, z którymi nigdy nie chciałabym mieć nic wspólnego. Patrzyłam na siebie z nienawiścią i niechęcią. Kompletnie straciłam poczucie własnej wartości. Być może znasz to uczucie, kiedy patrzysz na siebie i kompletnie nie widzisz w sobie niczego dobrego. Na dodatek te wszystkie wysoko postawione poprzeczki i ambicje okazują się tylko marzeniem, a Ty czujesz frustracje i niezadowolenie z siebie, bo masz wrażenie, że nic nie osiągnęłaś i straciłaś tak dużo czasu. Czujesz, że zawiodłaś nie tylko siebie, ale też innych. Tak właśnie się czułam....

No właśnie, czułam, bo powoli staję na nogi. Podejmuję kolejne decyzje i szukam dla siebie drogi. Chcę polubić siebie, chcę czuć satysfakcję z tego co robię. Powoli zbieram siły, by kreować swój plan... zobaczymy!

Bycie silną nie zawsze mi wychodzi, ale z każdym upadkiem, wstaję i próbuję! Tym razem też daję sobie szansę, mam nadzieję, że i Ty mi ją podarujesz i zostaniesz ze mną mimo wszystko.

Dzięki!

Pauli.


0 Komentarze