JAK PRZETRWAŁAM 15 DNI NA UCZELNI

by - lutego 12, 2019



Po kolejnej długiej przerwy wracam do łask blogowania... ostatnio sporo się działo. 
Przeprowadzka, a zaraz po niej 15 dniowy zjazd na uczelni, gdzie praktycznie dzień w dzień od 8-20 byłam na zajęciach. KOSMOS! Dziś już jestem trzy dni po ostatnim takim dniu. I postanowiłam już na spokojnie podzielić się z Tobą swoimi refleksjami na temat tego co przeżywałam. Podzielę się z Tobą również swoimi postanowieniami i małym wyzwaniem, więc jeśli jesteś wciąż chętna-zapraszam do czytania. 

Kiedy wydrukowałam pierwszą wersję planu swoich zajęć, nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Siedzenie w salach od 8-20, miałam obawy, czy ja- tak aktywny człowiek-dam radę usiedzieć tyle w jednym miejscu. Jak widać dałam radę, lecz co mi w tym pomogło? Otóż zajęcia ruchowe, które mieliśmy w planie. PŁYWANIE i GIMNASTYKA. 

W pierwszym tygodniu mieliśmy około 2h pływania codziennie i to były jedne z najlepszych zajęć jakie mogłam mieć. Kocham pływać, ale nigdy nie uczyłam się poprawnej techniki, próbowałam sama się uczyć, czasami myślałam, że nawet mi to dobrze idzie - do czasu pierwszych godzin na basenie u siebie na uczelni. Wyniosłam z lekcji pływania jak najwięcej potrafiłam. Nawet nauczyłam się poprawnych nawrotów pod wodą, oraz skoku ze słupka. Pływanie kraulem nabrało innego oblicza, a nigdy nie znany grzbiet posmakował mi tak bardzo, że chcę więcej i więcej.  Dobrze, że w pobliżu mojego domu jest pływalnia. Z tym miejscem wiąże się również jedno z moich postanowień. Chcę chociaż dwa razy w tygodniu stawiać się na basenie, by doskonalić to co wypracowałam przez ten czas. Jeśli kiedykolwiek myślałaś nad tym, by iść popływać - nie myśl, idź! Koniecznie, może pokochasz to miejsce równie mocno jak ja kocham teraz. 

A co z tą gimnastyką? Drugi tydzień był pod hasłem - GIMKA. Tu na samą myśl chce mi się śmiać, jak bardzo "upośledzona ruchowo" jestem.   Chociaż cieszyłam się na te zajęcia, to próbując wykonać cokolwiek czułam się jak jedno wielkie drewno. Na szczęście udało mi się podczas zaliczenia stanąć, o ile można nazwać to staniem, na rękach, oraz zrobić potocznie zwaną "gwiazdę". Gdybyśmy musiały zaliczać wymyk i inne salta to nawet nie chcę myśleć co za ocena byłaby adekwatna do moich zerowych umiejętności. Po tych zajęciach zrodziła się we mnie jeszcze większa chęć pracy nad swoją sprawnością i mobilnością, cegiełkę do tego dołożył jeszcze jeden przedmiot jakim jest KSZTAŁCENIE RUCHOWE I METODYKA NAUCZANIA RUCHU. Dlatego kolejne z moich postanowień praca u podstaw swojej mobilności. Czas postawić na jeszcze większą ilość rozciągania, wzmacniania i rolowania. Chcę być nie tylko wytrzymała, ale też silna, zwinna i naprawdę zaradna. 

Jeśli chodzi o bieganie w czasie zjazdu starałam się biegać przed uczelnią, o 5 rano, albo po. Średnio 5 razy w tygodniu, nie zawsze na tyle intensywnie jak miałam założenia w planie treningowym, ale coś kosztem czegoś. Często po powrocie do domu nie miałam na tyle siły, by po prostu daną jednostkę treningową zrobić na tyle mocno, ale wychodzę z założenia, że lepiej zrobić słabszy trening niż żaden. Na zajęcia z dnia na dzień musiałam się też bardzo często przygotowywać, więc nie było mowy o leżeniu na kanapie i oglądaniu seriali. Chociaż powiem Ci szczerze, że jednego dnia po prostu jak usiadłam to padłam, jak taka zmęczona życiem panda. Naprawdę, jedyne co byłam w stanie powiedzieć Arturowi, który wspierał mnie w tym ciężkim czasie to to, że jestem zmęczona i nigdzie się nie ruszam. Tym sposobem od 22 do 3 w nocy spałam na kanapie. 

W tym czasie mało udzielałam się na swoim Instagramie, wieczorami odkładałam telefon na bok, by nic mnie nie rozpraszało. I to nie było tak, że nie miałam ochoty nagrywać i wstawiać zdjęć. Miałam, ale każda taka aktywność zabierała mi czas, na to, by ogarnąć swoje studenckie życie. Wyłączyłam się kompletnie, ale już cieszę się, że wracam do Was, bo bardzo mi tej aktywności brakowało. Postanowiłam jednak, że wieczorami dalej będę telefon odkładać na bok. I nie będzie wieczornego przeglądania social mediów. W zamian za to, będę czytać książki przed zaśnięciem. Od jakiegoś czasu już wdrażam to w swój nawyk i powiem Ci, że to naprawdę strzał w dziesiątkę. O tym jak mi idzie będę Cię na pewno informować, ale naprawdę polecam.

Wracając do studiów jestem zachwycona zajęciami z PSYCHOLOGII OGÓLNEJ. Tak bardzo lubiłam wykłady, ćwiczenia, po prostu wszystko. I mimo tej późnej pory zajęć siedziałam i nawet nie czułam kiedy ten czas mi uciekał. Z racji tego, że mam problem z publicznymi wystąpieniami- tak, mam z tym problem i zawsze, gdy muszę coś prezentować na żywo jest we mnie tyle emocji, z którymi słabo sobie radzę- postanowiłam zgłosić się na ochotnika zrobienia prezentacji na temat pochwał pacjenta. I udało się. Mój mały sukces. A co najśmieszniejsze, ponoć nie widać było mojej tremy, która od początku gdzieś we mnie była i buzowała na wszystkie strony. Dlaczego więc zgłosiłam się na ochotnika? Dlatego, że nie chcę się zamykać na to, co sprawia mi trudność. Chcę pracować nad sobą, a kiedy jak nie teraz nabierać takich umiejętności? Więc tu rada ode mnie, jeśli masz problem z czymkolwiek to nie uciekaj nigdy od tego, bo to prędzej, czy później Cię dopadnie. Zamieniaj swoje słabe strony w te mocne. Uciekając nic nie zyskujesz, wręcz przeciwnie tracisz szanse... więcej odwagi. Gorzej nigdy nie będzie, a może być tylko lepiej i lepiej. 

Jak radziłam sobie z jedzeniem podczas tak długich dni na uczelni? Szczerze, mówiąc nie radziłam sobie. Pierwszy tydzień był słaby. Albo nie jadłam, albo jadłam wieczorami zdecydowanie za dużo i urządzałam sobie ucztę. Czasami udawało mi się przygotować pojemniki z jedzeniem. Jeśli nie zdążyłam zrobić sobie niczego to codziennie zawsze w torbie miałam kefir, jabłko lub banana, batona proteinowego, termos z kawą lub herbatą no i kanapkę z hummusem i warzywami. To tyle...nawaliłam. Czasami szłam do automatu i kupiłam jakiegoś batona (ale to już w sytuacji kryzysowej, kiedy czułam się maksymalnie przemęczona i głodna). W drugim tygodniu na obiad zamówiłam sobie catering z minuta osiem, gdzie miałam wegetariański obiad (550kcal) na każdy dzień. Chociaż to! Wieczorami w domu zawsze jadłam krem z buraków z lidla i kanapki lub grzanki, tak żeby mój organizm dostał chociaż jeden posiłek na ciepło. Nie czułam się z tym dobrze, bo bardzo lubię zdrowo jeść i naprawdę dbać o to co spożywam. Tu mi niestety nie wychodziło to tak jak chciałam. Wracam na odpowiednie tory... jem regularniej, no i przede wszystkim jem to dzięki czemu czuję się dobrze. I tu kolejne z moich małych wyzwań. Biorę się za siebie, bo ostatnio bliżej mi do formy od ciasta niż do formy takiej, w której czuję się dobrze, bo teraz kompletnie nie czuję się dobrze w swoim ciele. Staram się jednak nie rozpamiętywać, a zaakceptować moment, w jakim jestem teraz i potraktować to jako etap przejściowy. Nie chcę wmawiać sobie, że jest teraz źle i się nie akceptuję... bo to do niczego nie prowadzi, a wręcz przeciwnie budzi wiele frustracji. Każdy nowy dzień to nowe szanse, które będę wykorzystywać, by czuć się dobrze. Jestem dobrej myśli, jeśli chcesz się przyłączyć dawaj znać, razem będzie nam raźniej. 


Kolejny raz odbiegłam od tematu. Zatem wracając do uczelni, w tym semestrze najcięższe przedmioty jakie mamy to z pewnością anatomia i biochemia, z którymi już niedługo bardzo ważne starcia. Motywacja jest, muszę jeszcze tylko obrać sobie dokładny plan działania i jakoś to będzie. Najważniejsze, że ja naprawdę chcę. Chcę się uczyć i powiem Ci, że nie żałuję na dzień dzisiejszy swojej decyzji. Cieszę się, że odważyłam się iść na inny kierunek niż medycyna. Czuję, że idę w dobrym kierunku, a to chyba najważniejsze. 

No dobrze, teraz przyznaj się, dałaś radę przeczytać to do końca? Jeśli tak to szanuję i będzie mi miło jeśli dasz mi znać, czy post z takimi moimi refleksjami przypadł Ci do gustu. 

Twoja Pauli 
#idacprzedsiebie





Sprawdź moje inne posty!

2 komentarze

  1. Powiem tak, przeczytałam, bardzo Cię szanuje za Twoja determinację i umiejętność planowania swojego czasu, jesteś zdecydowanie w mojej top 10 osób która mnie motywuje, posty tego typu też super ❤️ pozdrawiam serdecznie ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeden dzień na uczelni od rana do wieczora to nieźle wyzwanie �� A dwa tygodnie... Brawo ty! ��❤️ ❤️
    Post jak najbardziej na plus ��

    OdpowiedzUsuń