AmberExpo Półmaraton Gdańsk

by - października 30, 2018


Relacji z tego biegu nie mogło na blogu zabraknąć. Jak dobrze wiesz Gdańsk jest jednym z bliższych memu sercu miast, dlatego na piątej edycji tego biegu nie mogło mnie zabraknąć. Nie tylko dlatego, że kocham to miasto, a również dlatego, że biegłam już tutaj dwie poprzednie edycje. Na dodatek start i meta jest w tym samym miejscu, gdzie był mój debiut w maratonie. Teraz już pewnie rozumiesz, dlaczego mam taki sentyment do tego biegu. 

Pakiet startowy odebrałam standardowo dzień wcześniej, już wchodząc na same targi AmberExpo czułam się wyjątkowo, w końcu mam tyle wspomnień związanych z tym miejscem. Odbiór pakietu przebiegł sprawnie, wolontariusze byli naprawdę mili. Więc tutaj duży plus dla nich. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to do bardzo ubogiego pakietu startowego. Oprócz masy ulotek był "glicerynowy żel pod prysznic" marki ziaja z serii Gdanskin. No nie powiem, że pakiet trochę biedny, jak na taką cenę. Chcąc otrzymać również koszulkę techniczną z biegu trzeba było za nią dopłacić przy zakupie pakietu. Ja z racji tego, że jestem maniakiem i naczelną zbieraczką tego typu koszulek, zamówiłam swoją, dzięki czemu mogłam następnego dnia dumnie w niej wystartować. 

Dzień startu 28.10.18, pobudka o 6:30 była bardzo przyjemna, bo akurat tego dnia przestawialiśmy zegarki i mogliśmy dłużej pospać, więc naprawdę nie odczuło się zmęczenia spowodowanego mimo wszystko późnym położeniem się spać. Wypiłam kawę i zaczęłam się stresować. Poczułam też okropny głód, co bardzo rzadko zdarza mi się przed biegiem. Stwierdziłam, że skoro nie jest to bieg na życiówkę, a dla samego fanu z biegu, poeksperymentuję - zjadłam więc racuchy z lidla (swoją drogą bardzo smaczne). Po zjedzeniu śniadania zaczęłam jeszcze bardziej się stresować. Przypomniał mi się zeszłoroczny start, gdzie na trasie miałam problemy żołądkowe. To był chyba najcięższy bieg w historii mojego biegania, patrząc na dolegliwości jakie mu towarzyszyły. A teraz? Chyba oszalałam jedząc coś takiego przed biegiem. Jedyny plus był taki, że zjadłam je bardzo wcześnie, bo jeszcze przed 7 rano. 
I tu moja rada dla Ciebie, przed biegiem conajmniej dwie godziny wcześniej zjedz śniadanko. U mnie na daną chwilę najlepiej sprawdza się biała bułka z dżemem brzoskwiniowym, lub jeśli nie mam bułki wafle ryżowe też z dżemorem. Po tym biega mi się najlżej i najprzyjemniej.  

Dałam Arturowi pospać i dopiero o 8 wyjechaliśmy z domu, a start był o 9 rano. Także mogę powiedzieć, że całe życie na krawędzi...Na szczęście bez problemu dojechaliśmy na miejsce. 
Tu kolejna rada dla Ciebie, zawsze sprawdzaj racebook, który zazwyczaj przychodzi drogą mailową. Dzień wcześniej sprawdź, o której organizatorzy zamykają drogi i zaplanuj trasę tak, by nie dojechać na miejsce i móc w okolicach startu zaparkować. A uwierz mi często to duży problem, bo albo parking jest za mały, albo drogi dojazdowe dużo wcześniej są zamykane. Najbezpieczniejsze jest poruszanie się komunikacją miejską, która jest zazwyczaj tak dopasowana, by ze wszystkim zdążyć. 

Na każdym biegu przed startem jest oficjalna wspólna rozgrzewka, to bardzo fajny element. Lubię razem z resztą biegaczy brać udział we wspólnej rozgrzewce, jednak traktuję ją jako dodatek do swojej właściwej rozgrzewki. I tu kolejna moja rada- nigdy nie zaniedbuj rozgrzewki przed startem. Rozbiegaj się i porządnie przygotuj do startu. Nie bądź Januszem/Grażyną biegania. Tu chodzi o Twoje bezkontuzyjne bieganie. 

Gotowi do biegu, start... ruszyłam przed balonikami na 1:45:00. Głównym założeniem tego biegu było czerpanie radości z biegania. I powiem Ci szczerze, że nawet nie zerkałam na zegarek. Powiedziałam sobie, że jeśli będę czuła, że mam moc- przyśpieszę, jeśli zaś poczuję, że tej mocy mam mniej zwolnię i nic się nie stanie. W słuchawkach miałam standardową playlistę, z którą biegam praktycznie każdy bieg zorganizowany. Kilometry leciały jak szalone, a ja czułam pełnię szczęścia. Tak, każdemu biegu towarzyszy takie uczucie. To jest tak, że kiedy widzisz tak wiele osób, które łączy wspólna pasja to nie sposób się nie uśmiechać i cieszyć chwilą, w której możesz biec razem z nimi. Cel jest tak naprawdę jeden - META. 

Pogoda powiedzmy sobie szczerze nie była dla nas łaskawą. Padało, wiało, było naprawdę chłodno. W szczególności największy deszcz uderzył we mnie na około 7 kilometrze, gdzie na dodatek mieliśmy podbieg. Ja zawsze w takich sytuacjach na biegach mówię sobie, że przecież pogody nie da się zaplanować, więc nie denerwuję się na to, na co tak naprawdę nie mam wpływu. Deszcz na biegach nie jest mi też obcy, pamiętam swój drugi w życiu półmaraton w Poznaniu, gdzie razem z Martyną startowałyśmy w wielkiej ulewie. I też wspominam ten bieg dobrze. Rada na bieganie w deszczu? CZAPKA Z DASZKIEM! Naprawdę, dzięki niej krople deszczu nie lecą Ci w oczy, więc spokojnie wszystko widzisz. U mnie to must have podczas biegu. 

Na trasie spotkałam jedną z Was, więc jeśli czytasz to teraz, to chciałam Ci napisać, że bardzo mi było miło zbić z Tobą piątkę. Mam nadzieję, że udało Ci się dobiec w czasie jaki sobie założyłaś. Lecz to nie koniec spotkań, bo biegłam przed chwilą z Robertem, którego też poznałam na biegach i kojarzyłam z Instagramu. Miło było Cię widzieć Robert. 

Takie spotkania na trasie zawsze dodają mi skrzydeł, to jest coś niesamowitego. Dlatego polecam być dla siebie przyjaznym na trasie. Ja z chęcią przybijam piątki kibicom, ale również czasem coś powiem do osoby, która biegnie przy mnie. To naprawdę daje moc. 

Cały bieg starałam się biec równo i ku mojemu zdziwieniu, czułam, że mam tę moc... nie wiedziałam z czego ona dokładnie wynika, czyżby te racuchy? Biegłam szczęśliwa, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jestem kawałek przed balonami na 1:45:00. No i na metę dobiegłam w czasie 1:41:28. Standardowo popłakałam się na mecie, to kolejne uczucie, które nie jest do podrobienia. Jeśli chcesz je poczuć, musisz po prostu spróbować. 


Nie wierzyłam w czas, nie wierzyłam w to, że jestem 63 kobietą w open, oraz 6 kobietą w swojej kategorii wiekowej. Obudziła się we mnie nadzieja na szybsze bieganie, a już myślałam, że nie wrócę  do formy gdzie rzeczywiście byłam zadowolona ze swoich czasów, a jednak... 

Kolejny bieg przechodzi do historii. Kolejny piękny medal do kolekcji. Cieszę się, że wystartowałam i powiem Ci szczerze, że czuję się bardzo podbudowana po tym biegu, bo kompletnie nie spodziewałam się, że pójdzie mi tak dobrze. Jestem z siebie zadowolona, dlatego jedno jest pewne za rok widzimy się znowu na starcie AmberExpo Półmaraton Gdańsk. 

Pauli
#idacprzedsiebie

Sprawdź moje inne posty!

12 komentarze

  1. Hej! To ja, ta dziewczyna z biegu, potem zdałam sobie sprawę ze zapomniałam dodać ze znam Cię z insta :p Gratuluję świetnego czasu, mimo że treningowo - motywujesz zarówno w trakcie biegu jak i podczas przygotowań, po obejrzeniu Twoich relacji aż chce sie wyjsc na trening :) i jeszcze dodam, że zbicie tej piątki chyba dodało mocy bo wykręciłam 1:42:59 zamiast 1:45, wielkie dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudny czas? Czyżby życiówka? ❤️ Bardzo mi miło czytać takie słowa, dziękuję!!! Miło było zbić z Tobą piąteczkę, mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy nie raz.

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym dodała jeszcze aby biegać BEZ słuchawek ze względów bezpieczeństwa ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje, ja jeśli już biegam ze słuchawkami to mam jedną w uchu tylko, tak żeby słyszeć co się dzieje dookoła. :)

      Usuń
  4. Ja myślę, że te racuchy dały takiego powera! Brawo Pauli!❤

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje! Ja odpuściłam ze względu na to, że mój mężczyzna biegł maraton u nas w Tczewie. Nasza ekipa była w Gdańsku i również bardzo dobrze wspominają organizację i atmosferę. Jeszzce raz gratulacje Pauli! Jesteś wielka! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieliście tego samego dnia maraton w Tczewie? Jak poszło? <3

      Usuń
  6. A ja dostałam morski szampon do włosów, nawilżający :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a myślałam, że każdy dostał to samo. :)

      Usuń
  7. Kurczę, pamiętam, że miałam przeczytać ten post już wcześniej, zaraz po publikacji, ale coś mi wypadło i zapomniałam :P ale co się odwlecze to nie uciecze :)
    Pamiętam, to był mój pierwszy półmaraton w ubiegłym roku, wielkie emocje, stres, zwłaszcza, że wcześniej na treningach najwięcej przebiegłam 15km, więc bałam się czy na pewno dam radę. Nie powiedziałam nic rodzicom i jako świeżo upieczona 18-latka postanowiłam wystartować na własną rękę! Kilometry leciały jak szalone, uśmiech nie znikał z twarzy i wbiegłam na metę z czasem 2 godzin i kilku sekund. Euforia, płacz szczęścia, pamiątkowe zdjęcie z mety i telefon do rodziców, w którym poinformowałam ich o całym wydarzeniu <3 Niesamowity, jeden z piękniejszych dni w życiu, mimo, że nikt na mnie nie czekał na mecie... W tym roku niestety data zawodów nie pozwoliła mi na udział, bo teraz nie studiuję już w Trójmieście, a kilka dobrych godzin dalej. Dodatkowo strona biegu na facebooku na kilka dni przed półmaratonem umieściła moje zdjęcie z mety z zeszłego roku z zachęcającym podpisem, więc naprawdę żałowałam, że mnie nie będzie. Ale bardzo się cieszę, że wróciłam do Trójmiasta na Bieg Niepodległości w Gdyni <3
    Wiem, że za rok rzucam wszystko i ruszam do Gdańska na ten własnie półmaraton- choćby skały srały! Swoją drogą świetny post, czytam i aż sama się do siebie uśmiecham :D

    OdpowiedzUsuń