#reaktywacjabloga, czyli czas wrócić na nowo

by - września 16, 2018



Cześć to znowu ja!

Tak wciąż ta sama, aczkolwiek z większym bagażem doświadczeń Pauli. Oj, aż wstyd się przyznać, ale nie było mnie tu już długo, a dokładnie ponad rok. Mam nadzieję, że po prostu mi to wybaczysz i dasz ostatnią szansę, a ja zrobię wszystko co w mojej mocy, by jej nie zmarnować. To co wracamy do blogowania?

Długo się zbierałam, ale postanowiłam reaktywować bloga, w końcu to super miejsce, by dzielić się swoimi przemyśleniami, opiniami, radami itp. 
No więc pewnie jesteś ciekawa co u mnie? Cały zeszły rok przygotowywałam się do poprawiania wyników matur z biologii i chemii. W maju napisałam egzaminy i czekałam na wyniki. W międzyczasie wyjechałam do Irlandii, by popracować, ponieważ nie wiem czy wiesz, ale zdecydowaliśmy się z Arturem na zakup mieszkania i sierpniu odebraliśmy już klucze. 22 sierpnia wróciłam do Polski, potrzebowałam czasu na to, by ochłonąć i przyjść tu z nową, dobrą energią.

I jeśli się już domyślasz, będzie to post przepełniony emocjami, moimi emocjami, o których w końcu chcę Ci powiedzieć. Myślę, że nadeszła odpowiednia chwila, by zacząć mówić. W końcu jak długo można trzymać w sobie te wszystkie myśli? Najwyższa pora się otworzyć i powiedzieć (a w sumie to napisać) co u mnie. 

Dlaczego na instagramie miałam kilka przerw?
Jeśli śledzisz mnie na instgramie to wiesz, że tam też miałam kilka takich momentów, gdzie po prostu zamilkłam. Zero InstaStory, zero postów, generalnie zero Pauli. Będąc zagranicą, pracując 14-16h gdziennie jako sprzątaczka, byłam zmęczona, po prostu byłam zmęczona. Na dodatek w lipcu pojawiły się wyniki matur, z których nadal nie byłam specjalnie zadowolona. Przepadłam,  nie wiedziałam co mam powiedzieć. Przechodziłam kryzys. Nie dość, że było mi ciężko, bo jednak tęskniłam za moim domem- Arturem, Brajanem. To jeszcze te nieszczęsne wyniki. Czułam się zawiedziona samą sobą, bo jednak w głębi serca liczyłam na kilka punktów procentowych wyższe wyniki matur. Musiałam to "przetrawić" w samotności. Potrzebowałam czasu. Potrzebowałam sporej ilości czasu na to, by ochłonąć i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Przewartościować swoje ostatnie lata życia i dojść do wniosku, że przecież nie wszystko stracone. A cyferki na świadectwie maturalnym nie są wyznacznikiem tego, jakim człowiekiem jestem. Sporo musiałam się napracować, by wbić to sobie do głowy, bo jednak czułam się ze sobą najgorzej. I wiesz co? Do tej pory mam takie myśli w głowie, że jednak nie podołałam, obwiniam siebie, że znów poniosłam porażkę. Jak widzisz mimo wszystko to znowu wraca. Wiem, że bardzo mi kibicowałaś, wiem, że trzymałaś mocno kciuki, a ja? A ja po prostu nie dałam rady. I nie chcę, byś pomyślała, że czekam na Twoje wyrazy współczucia, na słowa, które dodadzą mi otuchy, nie- nie po to piszę ten post. Po prostu, chcę być z Tobą szczera. Nie było i w sumie do tej pory nie jest mi łatwo, ale zdecydowanie z dnia na dzień jest lepiej. A tak naprawdę dopiero mi lepiej od momentu kiedy wróciłam z Irlandii do domu. 

Teraz pewnie zadajesz sobie pytanie, co w takim razie dalej? Ja już kiedyś mówiłam o tym, że gdzieś mam awaryjny plan B. I najwyższa pora po niego sięgnąć, a co to za plan na pewno się dowiesz, daj mi tydzień, ewentualnie dwa, a napiszę Ci wszystko na spokojnie. Kiedy już będę wiedziała co i jak.

Jak widzisz jestem człowiekiem, który ma też gorsze momenty w swoim życiu, złe emocje nie są mi obce. A ostatnio wręcz przeciwnie były mi bardzo, ale to bardzo bliskie. Nie potrafiłam ich poskromić. Biegałam, płakałam, krzyczałam, potrafiłam rzucić rzeczą, byle by mi ulżyło. I myślisz, że mi to pomagało? Nie, wręcz przeciwnie, czułam, że to nie ja, że to nie moje zachowania. Dziwiłam się, skąd we mnie nagle tyle agresywnych zachowań. A jednak... gdzieś one były. Na dodatek sporo stresu miałam również w pracy zagranicą i było mi przez to jeszcze ciężej. Wielokrotnie chciałam po prostu wrócić do domu. Ale co by mi to dało? Nic, jedynie to, że byłabym już przy Arturze, miałabym przy sobie Brajana, a problem wciąż byłby przy mnie. Ucieczka z Irlandii nic by nie pomogła, bo uciekając stamtąd nie uciekłabym od problemu. I chociaż bardzo kocham miejsce, w którym mieszka moja mama i naprawdę lubię tam być, to czułam ogromną potrzebę ucieczki. Tylko pytanie, dokąd i przed czym chciałam uciec? Chyba przed samą sobą. 

Kiedy przychodził dzień, gdy było już lepiej, po kilku dniach znowu wracał kryzys, niestety nie sam. Wraz z kolegą który powodował, że nie potrafiłam na siebie popatrzeć. Przestałam kompletnie akceptować siebie, już nie tylko pod kątem studiów, ale też tego, że po prostu patrzyłam na siebie i czułam, że najzwyczajniej w świecie się nie lubię i nie akceptuję tego jaka jestem. Wygląd, charakter, temperament, marzenia- wszystko mi się w sobie nie podobało. Na samą myśl o tym, co wtedy czułam, jest mi źle do tej pory. 

Pytanie, czy ciemne chmury już za mną, a na horyzoncie tęcza? Myślę, że tak! Mam taką nadzieję i robię wszystko, by nie dać im znowu wejść do mojego życia i mojej głowy. Robię to co sprawia mi satysfakcję, dalej biegam, próbuję nauczyć się pływać, by za kilka lat móc wystartować w triathlonie, który jest kolejnym moim marzeniem. Ponadto uczę się wszystkiego, co pomoże mi stworzyć super kanał na YT,  gdzie będę mogła- tak jak lubię najbardziej- nagrywać dla Was materiały. Pomysłów mam sporo, nauki do tego wszystkiego jeszcze więcej, ale wiem, że tego, czego się nauczę - nikt mi nie zabierze.

Jak sobie radzę z emocjami dzisiaj? Próbuję nie myśleć za długo (bo myśleć nie przestanę teraz o tym całym maturalnym zawirowaniu), ale po prostu staram się długo na tym nie skupiać. Jeśli już wracam do tego co było, to raczej do tych dobrych chwil, których było przecież tak wiele. Właśnie przez takie rozpaczanie nad czymś i ślepe patrzenie w jeden punkt, cel, którego nie udało nam się osiągnąć, ciągniemy sami siebie w dół. Raz wrócić do tego można, by przeanalizować to co się wydarzyło, wyciągnąć wniosek i zamknąć za sobą drzwi. PAMIĘTAJ RAZ, NIE DWA, NIE TRZY itd. Jeśli nie zamkniemy drzwi to z całą pewnością wróci problem, wróci żal, wróci rozpacz i wszystko co nie jest tej złej sytuacji obce. 
Na dzień dzisiejszy z całą pewnością mogę powiedzieć, że drzwi zamknęłam, a klucz schowałam głęboko. I bardziej patrzę przed siebie, a nie za siebie. Wiem, co chcę osiągnąć, wiem, że człowiek, który wierzy w siebie ma niesamowitą moc, by realizować swoje postanowienia, krok po kroku. Trzeba tylko uwierzyć w siebie! I ja tej wiary w siebie dopiero się uczę. Tak, dobrze przeczytałaś, ja jeszcze nie czuję się na tyle silna, by powiedzieć, że WIERZĘ W SIEBIE, by powiedzieć PAULI JESTEŚ SUPER! Ja pomału pracuję nad tym, by czuć się ze sobą dobrze. I jestem świadoma tego, że  ostatnio mam skłonności do wciągania siebie w dołek. Dlatego nie rozpaczam teraz, a biorę się do roboty. Nikt w mojej głowie nie poukłada tego za mnie. Jedyną osobą, która może mi w tym pomóc jestem ja. Do roboty Pauli!

Uciekając od tej pochmurnej tematyki, chciałam Wam napisać jeszcze ile dobrego mi się przytrafiło ostatnio. I to właśnie te dobre momenty w moim życiu chciałabym najbardziej zapamiętać, bo doceniam je niesamowicie mocno. 

Otóż... 2 września zaręczyliśmy się z Arturem. I tak jak mówiłam, już wcześniej na InstaStory, zaręczyny dla nas nie są równoznaczne ze ślubem już tu i teraz. Jeśli o ślubie mowa to najbliżej za 4 lata, ale na pewno nie teraz. Zaręczyny dla nas to kolejny etap, gdzie po prostu wiemy, że chcemy spędzić ze sobą całe życie. To element, który jedynie utwierdza nas w przekonaniu, że jesteśmy siebie pewni i czujemy oparcie zarówno ja w Arturze, jak i on we mnie.



Piękny czas przed nami. I za tydzień w końcu upragniony urlop! Zakopane, Maraton Warszawski ( o tym to niedługo napiszę kolejny post), oraz rodzinny lot do Mediolanu z okazji 50 urodzin mojej mamy. Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać każdego z tych wydarzeń. 

Co jeszcze dobrego mnie spotkało? 

Uratowaliśmy kota! A w sumie to kotkę z chorym oczkiem (nie martwcie się jednak już jesteśmy pod opieką weterynarza i działamy). Wiele razy wspominałam wszędzie, że chciałabym mieć kota. Kocham wszystkie zwierzęta całym sercem. A Brajan to moja największa psia miłość, jednak nie wyobrażałam sobie domu bez kota. Tym bardziej, że mieliśmy kiedyś kotkę - Balbinę. Sama nie mogę w to uwierzyć, że po trzech latach bez kota w domu, w końcu Bella (bo tak nazwaliśmy kicię) przekroczyła próg naszych drzwi. Jestem bardzo szczęśliwa, że możemy jej stworzyć dom, oraz pomóc wrócić do zdrowia. O historii znalezienia Belli mogę napisać też kolejny post, jeśli oczywiście będziecie zainteresowani.



Kolejna dobra nowina - na początku sierpnia odebraliśmy klucze od mieszkania i ruszyliśmy już z remontem. O urządzaniu mieszkania też będzie cykl postów oraz materiał na kanale. Urywki z tego, co udało nam się już ustalić, co zrobiliśmy, co kupiliśmy mam wyróżnioną zakładkę na InstaStory "Mieszkanie", więc jeśli jesteście ciekawi to odsyłam tam.

No i na deser, chciałam Ci napisać, że zdjęłam aparat ortodontyczny. Moja historia z aparatem już dobiegła końca. O progenii i osteotomii strzałkowej żuchwy też napiszę kolejny post, bo wiem, że nie ja jedna musiałam zadecydować, czy poddać się leczeniu. Jedno jest pewne, nie żałuję!  

Tak teraz patrzę na to wszystko co napisałam i chyba pora kończyć tego pierwszego posta po tak długiej przerwie. Będzie mi miło, jeśli jeszcze nie raz tu do mnie wpadniesz i zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza. Na pewno będzie mi jeszcze milej, jeśli napiszesz co o tym moim pisaniu sądzisz i czy zgadasz się ze mną, a może w niektórych kwestiach masz inne zdanie. Daj znać. To na pewno napędzi mnie jeszcze bardziej do działania i zmotywuje, by częściej tutaj blogować.

Dziękuję, że doczytałaś do końca!
Ściskam,
Pauli #idacprzedsiebie



Sprawdź moje inne posty!

24 komentarze

  1. Powodzenia w reaktywowaniu bloga! Od dawna obserwuję Cię na instagramie i bardzo Ci kibicuję. Koniecznie napisz o ratowaniu Belli, ja sama ratuje wszystkie biedactwa z okolicy więc ten temat jest mi bardzo bliski. Jeszcze raz: trzymam kciuki za wszystkie Twoje plany!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapisuję w takim razie do notesu pomysł na post o tym jak uratowaliśmy Bellę. Jest już z nami drugi tydzień. <3 I powiem Ci szczerze, że kocham ją całym sercem. Jest wdzięczna, a my szczęśliwi, że jest z nami. Dziękuję Ci za każdego kciuka, za dobre słowo i za to, że tu jesteś. Takie kometarze wiele dla mnie znaczą. :)

      Usuń
  2. Suoer post! Dlugi ale niesamowicie wciągający... Ja życzę Ci abyś już nigdy nie musiała stawać przed wyzwaniem aby zaakceptować samą siebie bo niestety wiem z własnej perspektywy że to okropnie ciężka sprawa. Trzymaj sie, życzę duzo zdrowia i miłości z Arturem 😘😘😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciągle małymi krokami zmierzam, ku pełnej akceptacji siebie. To długa droga, ale realna! <3 Dziękuję za wsparcie. :)

      Usuń
  3. Hej!
    Ciesze się, że wróciłaś!
    Kibicuje Ci z całego serca! Jesteś bardzo pozytywną osobą, którą podziwiam za konsekwentne dążenie do celu!
    A z maturą... tak miało być po prostu, uwierz mi kochana, że nic nie straciłaś :*


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz zdecydowanie rację, czasami los chce, byśmy wybrali inną drogę, może w końcu trafię na tę odpowiednią. Trzymaj kciuki. Bardzo cieszę się, że tu ze mną jesteś. Dziękuję! <3

      Usuń
  4. Powodzenia Pauli! Mam nadzieję, że w przyszłym roku spotkamy się na jakiś biegowych ścieżkach 🙈☺️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obowiązkowo, ja jestem zawsze otwarta na wspólne zbicie piąteczki na trasie. <3 Do zobaczenia!

      Usuń
  5. Tyle emocji w jednym poście :) czasami miałam wrażenie jakbym czytała o sobie, dzięki Pauli, kolejny raz widzę, ze każdy ma problemy przeplatane szczęśliwymi chwilami i tylko od nas zależy jak sobie wszystko w głowie poukładamy ;) dzięki za motywację i dobry przykład, czekam na kolejne posty
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam to prosto z serca, stąd tyle emocji. Ja też wierzę zawsze w to, że po gorszych dniach, zawsze są te lepsze. Warto na nie czekać. Mam nadzieję, że kolejne posty również przypadną Ci do gustu. <3 Dzięki, że jesteś. :)

      Usuń
  6. Wspaniale, że wróciłaś! Zostań już tu z nami 😘 Wiki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się bardzo cieszę z mojego powrotu do blogowania, zostanę tu na pewno! <3

      Usuń
  7. Trzymam za Ciebie kciuki Pauli! Twoja wewnętrzna moc cały czas jest z Tobą, wierzę w to 💕
    Dobrze,że jesteś 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest moc, zawsze będzie. <3 Dziękuję za Twoją wiarę we mnie. :)

      Usuń
  8. Trzymam za Ciebie kciuki! Za bloga, kanał na YT i za wszystkie Twoje plany i marzenia.
    Każdemu zdarzają się gorsze i te najgorsze chwile, ale dobrze jest widzieć, że walczysz i się nie poddajesz :) Powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie miłe, dziękuję!!! Szczerze mówiąc jestem bardzo podekscytowana startem kanału i mam nadzieję, że wszystko super wypali. A gorsze dni? To normalne. Aktualnie doceniam to co mam teraz, jest dobrze. <3 Dziękuję, że jesteś!

      Usuń
  9. Powodzenia!!! Momentami jakbym czytała o sobie. Trzymam kciuki!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piąteczka!!! Trzymaj mocno, a ja będę trzymać za Ciebie. Dzięki, że jesteś! <3

      Usuń
  10. A ja dziekuje ze nam to wszystko napisalas 🖤powodzenia!!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Trzymam kciuki! Mam nadzieję, że w przyszłym roku spotkamy się na jakiś biegowych ścieżkach! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obowiązkowo! <3 Mam nadzieję, że się spotkamy. Do zobaczenia! <3

      Usuń
  12. Pauli , czasem los pisze dla nas lepsze scenariusze, niż sami chcieliśmy napisać ;)) . Trzymaj sie ciepło i czekam na dalsze posty ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz zdecydowanie racje, ciekawa jestem co los ma jeszcze dla mnie w zanadrzu. <3

      Usuń