Moje maratońskie obawy

by - września 20, 2018



Cześć! 
W momencie pisania tego posta, na oficjalnej stronie Maratonu Warszawskiego zegar pokazuje, że do startu zostało 10 dni 4 godziny i 1 minuta z kilkoma sekundami. Z jednej strony cieszę się, a z drugiej ... no właśnie? 

O tym, że chcę przebiec Maraton Warszawski wiedziałam już w zeszłym roku, zaraz po starcie w moim pierwszym maratonie w Gdańsku (jeśli jesteście ciekawi jak to było z moim pierwszym maratonem, w zakładce maraton macie posty o tym jak było przed podjęciem decyzji, w trakcie trenowania no i w momencie startu, zapraszam). Po moim drugim starcie w maratonie, znów w Gdańsku, upewniłam się tylko, że jeszcze bardziej chcę spróbować swoich sił na trasie Maratonu Warszawskiego, a razem z nim chcę rozpocząć swoją przygodę ze zbieraniem doświadczenia w zdobywaniu medali do Korony Polskich Maratonów, w którą wchodzą takie maratony jak:
1. Maraton Dębno
2. PZU Cracovia Maraton
3. PKO Wrocław Maraton
4. PZU Maraton Warszawski
5. PKO Poznań Maraton

Wyzwanie zatem podjęte, od startu w Maratonie Warszawskim mam dokładnie dwa lata, by ukończyć te pięć królewskich maratonów. 


Na początku myślałam, że drugi start w Gdańsku będzie typowo testowym, a ten w Warszawie docelowym. Jeszcze do lipca miałam takie przekonanie, że uda się zrobić tę życiówkę. Czy coś się zmieniło?

Dokładnie 3 miesiące przed startem weszłam w plan treningowy, gdzie według zaleceń miałam biegać 5-6 razy w tygodniu. Był to lipiec, a w lipcu jak wiadomo już miesiąc byłam zagranicą, Irlandia na początku sprzyjała bieganiu, ukochane parki, krajobrazy, wszystko idealnie. I tak do końca sierpnia biegałam naprawdę sumiennie, mimo pracy, zawsze starałam się znaleźć czas na trening. W końcu jeśli coś jest dla Ciebie priorytetem to zawsze znajdziesz na to czas, co by się nie działo. Ostatecznie biegałam i biegam do teraz 5 razy w tygodniu. Kilometraż tygodniowy to od 80-100km. Całkiem nieźle, ale po takiej dawce stresu jaką ostatnio fundowałam sobie w pracy, zmęczeniu spowodowanym ciągłą pracą fizyczną, oraz dojeżdżaniem wszędzie na rowerze, poczułam, że siła w nogach niestety spada. Nie chciałam dopuścić do siebie myśli o tym, że coraz dalej mi do życiówki niż bliżej. Tak bardzo chciałam przebiec królewski dystans "w gazie". 

Bieganie jednak uczy pokory, nie raz się o tym przekonałam, tym razem też tak jest. Obawy wraz z kolejnymi treningami wzrastały, gdy widziałam, że przy słabych czasach tętno było o 10-15 oczek wyższe niż zwykle. Wniosek z tego taki, że organizm najzwyczajniej w tym trybie, którym od dłuższego czasu tkwiłam zaczął się buntować i mówić stop. Nogi cięższe, tempo wolniejsze, tętno większe. Zaczęłam zadawać sobie pytanie, co teraz? Czy aby na pewno powinnam startować? Przecież specjalnie na tę okazję po raz pierwszy przylatuje moja mama, by w końcu zobaczyć jak jej córka wbiega na metę maratonu. Przecież zarezerwowaliśmy już nocleg, przecież przyjeżdżają nasi przyjaciele, by wesprzeć mnie na trasie, przecież sporo z Was będzie gdzieś w pobliżu. A ja? Tempem żółwim będę czołgać się do mety, przecież kiedyś byłam szybsza. Nie ukrywam, że zmartwienie wzięło górę, do czasu... 

Tak sobie myślę, że przecież maraton nie miał być dla mnie presją wielu czynników, by tylko dobiec z życiowym czasem na metę. Jak widzisz sama się w tym pogubiłam. A ja przecież tak bardzo kocham biegać, im dłuższy dystans tym lepiej. Od pierwszego maratonu zakochałam się w tych 42 km i 195m. Maraton to coś niezwykłego i bez względu na to, w jakim czasie go pokonam, chcę się dobrze bawić. 

Zauważyłam, że właśnie przez pogoń za wymarzonymi czasami ludzie często zapominają, jak po prostu przyjemne jest bieganie samo w sobie i jak wiele można z niego wynieść- nie tylko czas końcowy. Super jeśli stawiamy na rozwój, na pokonywanie własnych barier, ale nigdy nie zapominaj o tym jak dobrze jest po prostu wyjść i pobiec, bez zegarka, bez muzyki, po prostu biec. Ja w tygodniu zawsze mam jeden taki bieg, gdzie nie skupiam się na tym ile mam przebiec, nie zerkam nerwowo na zegarek z tętnem, czasem, po prostu biegnę tyle ile czuję, że chcę, w tempie jakie dyktuje mi mój organizm. I to jest super! 

Zauważyłam też, że pewnym momencie u osób biegających pojawia się chęć bycia jeszcze lepszym z biegu na bieg. Każdy bieg jest biegiem docelowym. W domu zbiera się coraz więcej gadżetów biegowych, które niekoniecznie musimy mieć. Biegamy dużo, mało się regenerujemy, nie rozluźniamy pospinanych mięśni, nie uzupełniamy biegania w treningi wzmacniające, stabilizujące, a rollera unikamy, bo boli.  Gdy zaczynamy zauważać takie zjawisko u siebie, warto na chwilę się zatrzymać i zastanowić się, czy aby na pewno idzie to w dobrym kierunku? Przecież nie po to zaczynaliśmy! Gdy przestajemy osiągać ciągłe życiówki, wiedząc jak dużo na nie pracujemy, zaczynamy się zniechęcać. A nie zapominajmy, że jednak wciąż jesteśmy pasjonatami biegania, nie jesteśmy zawodowcami. Spokojny rozwój nas ocali, nie jesteśmy maszynami. Życiówki nie powinny, być ceną spadku wydolności naszego organizmu i zdrowia. Rozsądek, proszę pamiętaj o nim! Ja tak wiele razy o nim zapominałam. 

To co z tym maratonem? 
Biegnę, ale całkowicie spokojnie. Bez presji czasu, a ze spokojną głową. Maraton traktuję jako uwieńczenie ostatnich kilku miesięcy w swoim życiu, które niesamowicie mocno dały mi w kość. Chcę cieszyć się każdym kilometrem na trasie, która zapowiada się rewelacyjnie. Chcę po prostu dobrze się bawić, zbijać piątki dla osób kibicujących, chcę widzieć swoich najbliższych towarzyszących mi w tym szczególnym dniu. Choćbym miała całą trasę przejść marszem, będę najszczęśliwsza na świecie, bo kolejne z moich marzeń o Warszawie zostaje spełnione. Maraton to wyjątkowy bieg, przede mną trzeci i nie ostatni start na tym dystansie. Jestem pozytywnie nastawiona, jakkolwiek miałoby być, będzie idealnie! 

30 września wspomnij mnie myślami, a jeśli będziesz na trasie maratonu i gdzieś mnie zobaczysz, krzyknij, podbij piątkę. Spraw tym małym gestem, by ten bieg był jeszcze bardziej wyjątkowym. 



Przed chwilą zadzwonił budzik, mamy 6 rano, ja kończę pisać obiecany post i zbieram się na trening. Co jak co, ale jestem typowym skowronkiem i poranki są dla mnie najproduktywniejszą częścią dnia. 
Zmykam i życzę Ci miłego dnia!

PS. Jestem ciekawa jakiego zdania odnośnie biegania i przełamywania swoich barier związanych z czasami życiowymi jesteś? Pozostaw po sobie ślad na dole w komentarzu. Będzie mi niezmiernie miło!

Wasza Pauli #idacprzedsiebie

Sprawdź moje inne posty!

12 komentarze

  1. Że też wcześniej o tym nie pomyślałam w podobny sposób, zgadzam się z tym co napisałaś, ale niestety w pewnym momencie i tym zapomniałam i ta niechęć wzięła górę na pewien czas... zapomniałam o tym, ze przecież nie każdy trening musi być najlepszy ani nie każdy kolejny bieg, to radość i zadowolenie ma być najważniejsze! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne jednak, że w końcu to zauważyłaś! <3 Najważniejsze to, by nie zapominać o tym co sprawia nam radość, dlaczego to robimy. Rozwój na spokojnie, bez spiny, przecież to nie zawody. :)

      Usuń
  2. Jestem przed poznańskim maratonem. Nie przetrenowana, jak Ty opisujesz, tylko niedotrenowana przez prace i brak zdrowia... miałam podobne myśli, jak Ty. Podczas półmaratonu w Gnieźnie w ostatni weekend poukładałam wsz w głowie... maraton był dla mnoe zawsze wyzwaniem i marzeniem. Samo przebiegniecie i nazywanie siebie maratończykiem brzmiało dumnie. Z czasem przyszły kwestie życiowek, presja która sama sobie nakładałam i która odebrała mi radość startowania. Dlatego na starcie poznańskiego maratonu bede myślec tylko o magii 42 km i chwale maratońskiej na mecie. Nie o czasie, nie o moedzyczasach :) Tobie życzę tego samego. Baw sie dobrze! I walcz z radością o swoją koronę. Pozdrowienia! S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Debiut to coś wspaniałego! Niech nogi Cię niosą i czerp z tych kilku godzin biegu wszystko co tylko możesz, jesteś wielka nie dlatego, że przebiegniesz maraton, a dlatego, że odważyłaś się nie tylko marzyć, ale i spełniać marzenia. Ściskam mocno! Będę myśleć o Tobie na trasie maratonu! <3

      Usuń
  3. Zdecydowanie też ostatnio start bez życiówki to nie start.. W pewnym momencie przestałam biegać i startować, bo stwierdziłamm, że się do tego nie nadaje. Po rocznej przerwie wracam, ale ze spokojną głową, słucham organizmu i w przyszłym roku chcę przebiec półmaraton. Najważniejsze jest aby czerpać z tego przyjemność! Trzymam kciuki za maraton Pauli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudownie, że wracasz. Nie zapominaj dlaczego biegasz! <3 Trzymam kciuki za przygotowania do półmaratonu i sam start. Gdzie planujesz? Ściskam!

      Usuń
  4. Masz rację jeżeli chodzi o życiówki, nawet na treningach chciałbym być coraz lepsza. Zegarki do biegania też potrafią namieszać, od kiedy nie patrzę na zegarek biegam o wiele szybciej. Super post pozdrawiam��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi jednak ciężko się rozstawać ze swoim garminem. :< Masz jednak rację, czasami bez zegarka, bez kontroli nad czasem wychodzi lepiej niż z!
      Dzięki, że jesteś, ściskam! <3

      Usuń
  5. Kochanie ,będzie cudownie, zobaczysz ! Jesteś świetna w tym co robisz ,więc biegnij i baw się dobrze <3 Masz moje kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Żadna ze mnie , jak dotąd, biegaczka, swój najdłuższy dystans pokonałam dzis i bylo to 6 km, dopiero raczkuję w wielkim świecie biegania, ale... Marzenie o maratonie siedzi w głowie. Oczywiście jeszcze nie teraz ani nawet nie za rok...
    Jako kompletny laik mogę powiedzieć tyle, że gdy biegnę i mówię sobie w głowie "dziś musisz przebiec x km w y minut, musisz!!!!" to osiągam zdecydowanie gorsze wyniki , niż gdy biegnę totalnie " bez spiny". Tak jak napisałaś, fajnie jest pokonywać kolejne bariery własnego ciała, osiągać lepsze wyniki, ale nie to jest najważniejsze, a wręcz przeciwnie- u mnie presja bycia lepszą jest inhibitorem osiągania lepszch wyników :D
    30 września biorę udział w biegu Race for Cure w Gdańsku na 6 km, więc tym bardziej będę myślami z Tobą i będę Ci kibicować. Pewnie wbiegne na metę zdyszana i totalnie zmęczona... Ale wtedy pomyślę, że Ciebie na Twojej trasie czeka jeszcze co najmniej 6 takich dystansow , jak mój :D
    Pozdrawiam i ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bierzesz udział w super biegu, gdyby nie maraton to spotkałybyśmy się na trasie! Będę trzymać kciuki i myśleć o Tobie. Super, że próbujesz, że nie narzucasz sobie niczego, życiówki przyjdą na spokojnie. Zobaczysz! Im spokojniejsza głowa tym lepszy bieg. Ściskam mocno!

      Usuń