Półmaraton Philipsa - Piła 2017

By Paulina Zaborowska - września 03, 2017


Trzeci z pięciu półmaratonów zaliczonych do Korony Półmaratonów Polski za mną. Padło na Piłę. To nie pierwszy start w Pile i na pewno nie ostatni. Dlaczego? 

Po pierwsze TRASA 
Na pewno jedna z łagodniejszych, które biegłam. Wzniesienia delikatne, podbiegi znikome. Naprawdę można tu poszaleć. Zdecydowanie polecam ten półmaraton osobom startującym po raz pierwszy w zorganizowanym biegu na takim dystansie. Podbiegi nie zaskoczą i nie zabiją na pierwszych kilometrach. Tu się frunie. Naprawdę. Aczkolwiek trasa trochę zapętlona, ale jak dla mnie super zorganizowana, ponieważ mimo tego, że kilka razy przebiegaliśmy w podobnych, a nawet tych samych miejscach, nie nudziłam się. Popatrz sama, trasa wyglądała tak ... (klik)

Po drugie TERMIN
Początek września, godzina 11:00 i oficjalny start. Już drugi raz miałam okazję biec w tym terminie i pogoda nigdy nie zawiodła. Ani nie było za gorąco, ani za zimno. Mimo tego, że zanosiło się na deszcz, nie padało. A wiatr nie wiał w twarz (no może miejscami, ale też chwilowo). 

Po trzecie ATMOSFERA
W zeszłym roku przyjechałam tu, by wystartować u boku Martynki, dziś przyjechałyśmy tu razem. Spędziłyśmy cudowny weekend razem. Sobotę rozpoczęłyśmy porannym lekkim biegiem, a niedzielę zakończyłyśmy wspólnym startem. Na pewno ten bieg będę darzyła dużym sentymentem, bo tak jak w zeszłym roku biegło nam się dobrze, a w tym roku Martynka nawet wykręciła cudną życiówkę. Sama organizacja biegu w Pile jak najbardziej na plus. Wszystko na miejscu, odbiór pakietów bez żadnych komplikacji, stacje z wodą w odpowiednich miejscach i ten doping. 

W tym roku biegłam tu czysto treningowo i mimo tego, że głowa chciała wykręcić czas skończyło się na rozsądku. 1:41:42 , 23 kobieta w K20. I tak całkiem nieźle. 


Do zobaczenia za rok! 

  • Podziel się:

Może Ci się także spodobać

1 komentarze