Cześć Wam! Nazywam się...

Paulina Zaborowska

Biegam Ćwiczę Bloguję!

poniedziałek, 24 lipca 2017

Mój Pierwszy Maraton rozdział drugi- start

Chyba najwyższa pora na kolejny rozdział odnośnie mojego pierwszego maratonu. Głęboki wdech, a teraz wydech. To na pewno jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. O przygotowaniach pisałam w poprzednim rozdziale. Gotowi, do biegu, start! 

Przyszedł ten dzień, na który czekałam rok. 9 kwietnia 2017! Do końca życia zapamiętam tę datę. Kilka dni przed samym startem przyjechała do mnie moja Ola. Duchowa siostra, razem dorastałyśmy i mimo tego, że jesteśmy kompletnymi przeciwieństwami to mimo wszystko się przyciągamy i dogadujemy jak nikt inny. Mamy też specyficzny humor. Mogłabym o naszej przyjaźni napisać inny post. Chciałam tylko zwrócić uwagę na to, że nie tylko ja odliczałam dni do mojego debiutu. Wspierała mnie Ola, która przyjechała aż z Krakowa, Sebastian - licealny brat klasowy i przyjaciel, mama, która niestety nie mogła przylecieć, ale była ciągle na tzw. „łączach”, Artur, który każdego dnia wspierał mnie i codziennie pytał jaki trening na dziś, kiedy regeneracja itp. Wspierała mnie moja rodzina. Wspieraliście mnie WY! Wspierali mnie Piotr z Lelcią! Czułam , że mogę wszystko. Z takim zapleczem wiary we mnie można góry przenosić- naprawdę. Życzę każdemu takiego poczucia bezpieczeństwa i wsparcia. 

Wróćmy do tematu. A wracam już drugi raz…

PIĄTEK WIECZÓR razem z Olą odebrałyśmy pakiet startowy i dokumentowałyśmy wszystko w relacji na snapie. Oczywiście nie mogłyśmy spokojnie wrócić do domu. Wpadłyśmy na genialny pomysł wyjścia na spacer po plaży. I tym sposobem narobiłyśmy sporo kroków. Gdańsk Brzeźno, Sopot, Gdańsk Brzeźno. Widząc to Piotrek z Lelcią od razu zareagowali, dostałam przyzwolenie, a wręcz nakaz zjedzenia dodatkowej porcji żelków. Do tej pory smak żelków będzie kojarzył mim się głównie z maratonem. 

SOBOTA, dzień ograniczonej aktywności. Liczba kroków i wszystko według planu żywieniowego zostało dopięte na ostatni guzik. Sebastian odebrany z dworca. Wieczorna wspólna regeneracja przy filmach i grupowe wciąganie sporych ilości żelków to definicja soboty przed startem. Artur, Kuba, Ola, Sebastian i Bryan towarzyszyli mi i również „ładowali węglowodany”. 

NIEDZIELA=START!

Z podekscytowania nie mogłam spać, pobudka o 6 rano, koktajl, przygotowywanie butelek z magnezem, potasem, oraz rozwodnionym żelem, głęboki wdech, pożegnanie z Bryanem i ekipa ruszyła w stronę Gdańska. Po drodze kawa przed startem. I to miejsce Amber Expo Gdańsk, pełno biegaczy, muzyka w tle. Stres niesamowity. Rozciaganie, rozgrzewka i ten moment. Maszerując w kierunku swojej strefy startowej nie dowierzałam, że dzieje się to teraz. 

Pierwsza strefa startowa ruszyła, zaraz za nimi kolejna, aż przyszedł czas na mnie. Przekroczyłam linię startu. 

Pierwszy punkt stadion. Nigdy nie byłam tak blisko murawy, a tu biegłam przy niej. Pętla po stadionie, a zaraz po tym widok kibicujących mi przyjaciół. Artur, Ola, Sebastian i mój brat Kuba. Byłam taka szczęśliwa. I jeśli myślisz, że to była tylko chwila szczęścia, a później ból i cierpienie to z czystą ręką na sercu muszę Ci zaprzeczyć. Ja tak czułam się przez cały czas. Uśmiech nie znikał z mojej twarzy. 

Biegłam dalej…

Muzeum Solidarności, Starówka w Gdańsku i bieg Grunwaldzką od Zieleniaka przez praktycznie cały Gdańsk. Wiedziałam, na którym kilometrze wypić połowę jednej z moich buteleczek, przyczepionych do pasa (który Ola miała za ładunek wybuchowy). Wszystko robiłam naprawdę świadomie i spokojnie. Nie narzucałam sobie tempa, przy którym umierałabym już po kilku kilometrach. Po prostu nogi same mnie niosły. Na trasie spotkałam dwa razy swoją ekipę, Kamila z Dianą, oraz Lelcię z Piotrem. Przybijałam im wszystkim piątki i cieszyłam się, że są ze mną. Naprawdę byłam i do tej pory jestem wdzięczna im wszystkim. Być może znasz to uczucie kiedy biegniesz i widzisz na trasie osoby wspierające Cię. Wtedy jak za magicznym pstryknięciem w nogach masz dużo więcej siły niż miałaś do tej pory. Ja taki zastrzyk energii miałam co kilka kilometrów. 

Biegłam dalej…

Około 15km zadzwoniła przez przypadek do mnie mama, myślała, że dzwoni do Artura. To akurat było zabawne. Odebrałam i powiedziałam: „Mamo, Artur ma mój telefon, a ja jego, biegnę maraton. Nie mogę teraz rozmawiać!”. Maratończycy biegnący obok mnie uśmiechnęli się i żartem pytali co chciała mama. 

Biegłam dalej…

30 km, sporo biegaczy zwalnia, niektórzy zaczyną truchtać, maszerować, ja biegnę dalej. 33 km, a w moich nogach dalej ta sama siła, to samo tempo. Aż do mety!

Gdy wbiegaliśmy na teren Amber Expo i widziałam zakręt, z którego będę wbiegać do hali na swój czerwony dywan- nawet dałam radę przyśpieszyć. Czułam się jakbym wygrała życie! Czułam się zwycięzcą. Nie znam słów, by móc opisać to jak cudownie się czułam w tej chwili. Zaraz na mecie czekała Lelcia, która natychmiast mnie uściskała, oraz Piotr nagrywający mój finish. Odebrałam medal, przeżegnałam się i nie wierzyłam. Wyszłam ze strefy dla biegaczy, a tam czekali wszyscy, którzy kibicowali mi na trasie. Masa uśmiechu, prezentów, czułości, zdjęć i wymiana radości, to wszystko było z nami. 

Powiem Wam, że dla takich chwil warto żyć. To było wyjątkowe, piękne, majestatyczne. Tak jak wspomniałam DO KOŃCA ŻYCIA ZAPAMIĘTAM TEN DZIEŃ. 
Spełniłam swoje marzenie. 
Zawalczyłam i zwyciężyłam. 
Nie żałuję. 
Wręcz przeciwnie planuję kolejny start, być może w następnym roku. A wszystko po to, by znów poczuć się tak wspaniale, jak czułam się tego dnia. 
Ciąg dalszy nastąpi. W rozdziale trzecim będzie sporo o tym jak było po starcie, co się wydarzyło, co zmieniło, co zyskałam. 
Zapraszam niebawem
Wasza Maratonka Pauli

Zakochana w zdrowym stylu życia wegetarianka. Kochaa aktywność fizyczną. Biega, ćwiczy i od niedawna zaczęła przygodę z siłownią. Wytrwale walczy o swoje marzenia, realizując się każdego dnia

2 komentarze:

  1. Pauli,jestem ,wspieram i czytam wszystko <3 Wierzę w Ciebie i trzymam kciuki za kolejny maraton :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje! Ja sobie stawiam za cel półmaraton w przyszłym roku, a maraton za 2. Biorę to sobie na spokojnie, wierzę, że osiągnę kiedyś tyle, co ty :) Podziwiam i kibicuję bardzo!

    OdpowiedzUsuń

Paulina Zaborowska
Gdańsk, Polska

Wyślij mi wiadomość

Blogger templates