Mój Pierwszy Maraton rozdział pierwszy - decyzja i plan

by - czerwca 04, 2017



Do napisania tego wpisu zbierałam się już od dłuższego czasu. Jednak lepiej jest  pisać sprawozdanie z biegów najlepiej tego samego dnia, lub maksymalnie kilka dni po. Zapamiętam na pewno. I będę pisać na bierząco. Postanowiłam jednak opisać swój pierwszy maraton w kilku postach. Pierwszy rozdział przed Wami. A w nim skąd wzięła się decyzja o starcie i opis moich przygotowań. 

MÓJ MARATON- marzenie i cel na 2017 rok. 
Pamiętam jak informacja o 1 Gdańsk Maraton wywierała na mnie ogromne wrażenie. Widziałam wielkie bilbordy rozwieszone po całym Trójmieście i myślałam " to musi być coś fenomenalnego!". Do dziś w pamięci mam sytuacje, gdzie szłam do fryzjera, patrzyłam na wielki plakat o maratonie, wyciągnęłam telefon i zrobiłam snapa, w którym napisałam, że za rok moja kolej. To chyba był ten moment, kiedy powiedziałam sobie, że podejmę się wyzwania. 

W pierwszej edycji Gdańsk Maraton biegł mój i Artura przyjaciel Kamil. Byłam dumna z tego, że znam tak wytrwałego biegacza jak on. W końcu wkroczył do rodziny Maratończyków. W głębi serca zazdrościłam mu tego, ale to była zazdrość dobra, o ile można tak ją nazwać. Kamilu, jeśli czytasz to co tu piszę. To wiedz, że byłeś kolejnym z powodów, przez które zostałam zainspirowana wystartowaniem w maratonie, za co z całego serca Ci dziękuję. 

Kolejnym powodem, dla którego chciałam wystartować było to, że chciałam udowodnić sobie, że jeśli tylko chcę to potrafię. Nie bez powodu słyszy się często powiedzenie, że CHCIEĆ TO MÓC. Czułam potrzebę podniesienia rękawicy, na znak podjęcia się wyzwania. Dlatego też powiedziałam wszystkim, że chcę zostać MARATONKĄ. To określenie jest dla mnie tak wyjątkowe, że kiedy tylko wymawiam to słowo czuję niesamowite podekscytowanie i dumę. 

Jestem osobą, która lubi stawiać sobie konkretne cele. Wyznaczam sobie zadania i je realizuję. Bardzo często określam sobie czas, w jakim mam coś zrobić i staram się z tym wyrobić. Tak też było w przypadku maratonu. Wiedziałam, że mam około roku. Miałam cel i każdy dzień przybliżał mnie do jego realizacji. To niesamowite, bo naprawdę lubię odliczać dni do wyznaczonych dat. W domu nawet na lodówce, gdzie zazwyczaj wisi tylko nasza kolekcja magnesów wisiała ulotka odnośnie mojego maratonu. Tak każdego dnia przypominałam sobie dokąd zmierzam. 

Wydaje mi się, że debiut w maratonie dla każdego biegacza to kulminacyjny punkt w życiu biegacza. Chciałam to przeżyć na własnej skórze. Chciałam poczuć się wyjątkowo. Czułam, że to odpowiedni moment, by spróbować. Często słyszałam, że od 30 km podczas maratonu biegnie się głową i sercem. Słuchać to jedno, spróbować to drugie. Ja chciałam spróbować i udało mi się. 

Cel to pierwsze co jasno określiłam. Kolejna sprawa to realizacja. Możemy mówić sobie: zrobię życiówkę na 10km, ale co z tego jeśli nie włączysz w to odpowiedniego przygotowania do tego, by ZDROWO, podkreślam ZDROWO to zrobić. Ja od czerwca zwiększałam kilometraż budując w sobie wytrzymałość. W lipcu i sierpniu biegałam sporo i jeździłam na rowerze, mimo tego że pracowałam w Irlandii znajdywałam czas na dni swoich wybiegań. Nie miałam jeszcze planu treningowego. Po prostu biegałam. We wrześniu po powrocie z Irlandii zaczęłam zastanawiać się nad wprowadzeniem odpowiedniego planu, by przebiec, a nie dobiec. A to według mnie spora różnica. W wakacje czytałam wiele biegowych stron, blogów oraz książek, gdzie dowiadywałam się wielu pożytecznych rad odnośnie startu w maratonie. Dowiedziałam się, że plan treningowy przed maratonem najlepiej rozpocząć pół roku przed startem. Tak też zrobiłam. 

Skąd miałam plan? Ściągnęłam ze strony polskabiega.pl. Oceniłam, że z moich czasów na półmaraton mogę narzucić sobie plan treningowy do maratonu na 3 godziny 30 minut. Z góry wiedziałam, że to kosmiczny pomysł i że od razu na pewno nie zrobię takiego debiutu. Myślałam, że i tak sporym sukcesem będzie to jeśli przebiegnę maraton niżej 4 godzin. Jak widzisz biegałam zgodnie z planem przez pół roku, nie odpuszczałam ani jednego treningu. I powiem Ci, że przychodziło mi to z ogromną radością. Cieszyłam się na każdy trening. A jak czułam, że nogi mogą więcej to euforii tylko przybywało. 

W styczniu postanowiłam napisać do Lelci i Piotra, by wspomóc się treningami odpowiednimi na siłowni. I tak idąc za ciosem podjęłam kolejną kluczową decyzję, rozpoczęłam współpracę z najcudowniejszymi trenerami. Zaplecze dietetyczne plus treningowe w 100% zapewnione. Czułam się lepiej z myślą, że mam "plecy"- wsparcie z ich strony. Do tej pory jestem pod opieką Eweliny i Piotra i nie zamieniłabym ich na nikogo innego. Czułam, że z ich pomocą dopięłam wszystko na ostatni guzik. Od lutego chodziłam 3 razy w tygodniu na siłownię, gdzie miałam treningi personalne z Piotrem, który pomagał mi w korygowaniu moich wad postawy, rozluźnianiu moich pospinanych mięśni i rozwoju pod kątem biegu. Wszystko dla mojego dobra. Widzę niesamowity wpływ treningów uzupełniających na siłowni w życiu biegacza. Komfort biegu jest zdecydowanie lepszy, staram się już biegać nie jak typowy Janusz biegania, a osoba, która jest świadoma każdego swojego ruchu podczas biegu. Dynamika biegu uległa poprawie i postawa podczas biegu. Może nie jest jeszcze idealnie, ale wszystko idzie w dobrą stronę. Jestem pewna, że jeśli będę dalej tak się przykładać z czasem naprawdę będzie widać po mnie, że jestem biegaczką i kocham to co robię. 

Przed startem wraz z pomocą Eweliny i Piotra zrobiliśmy przemyślane ładowanie węglowodanów, dzięki któremu przebiegłam maraton nie czując ściany, o której wielu maratończyków mówi. Wiedziałam co pić na którym kilometrze. Byłam naprawdę świadoma tego, co mnie czeka i co mam robić podczas startu. 

Dopięłam to! Okres przygotowania do maratonu uważam za jeden z cudowniejszych w moim życiu. Biegałam w konkretnym celu. Trenowałam w konkretnym celu. Odliczałam dni do startu. Byłam świadoma tego co chcę zrobić. Jednak nie chciałam, by mój organizm oberwał na tym, dlatego wybrałam zdrową ścieżkę, przez którą zmierzałam dzień po dniu do startu. 

O tym jak przebiegłam maraton i co czułam, oraz chwile z maratonu, które na pewno zapamiętam do końca życia opiszę w kolejnym rozdziale. Jesteście ciekawi co było dalej?

Do spisania! :)

Wasza Pauli 

You May Also Like

2 komentarze

  1. To było coś niesamowitego móc przyglądać się twoim przygotowaniem.Całym sercem byłam i nadal jestem z Tobą.Jesteś genialną motywacją i świetnym człowiekiem.;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekamy na kolejny artykuł, fajnie przypomnieć sobie te dni z żelkami :)

    OdpowiedzUsuń