STYCZEŃ 2017 PODSUMOWANIE

by - lutego 07, 2017


Pierwszy tydzień lutego już prawie za nami, a ja jeszcze nie zdążyłam podsumować stycznia. Ostatnie dni były dla mnie naprawdę "gorące", masa obowiązków sprawiła, że obudziłam się z podsumowaniem stycznia dopiero teraz. No nic, trzeba to nadgonić. Ważne, że w końcu się zebrałam i podsumowuję. 

Jeśli śledzisz mnie już od jakiegoś czasu to wiesz, że jestem BARDZO, ale to BARDZO aktywną osobą. Pod względem tych aktywności jestem naprawdę zwariowana. Jednak nie żyję tylko treningami i bieganiem, chociaż mogłoby Ci się tak wydawać. A jednak! 

Jak wyglądał mój STYCZEŃ?

Ten rok musi być mój. Wymarzona forma na celu. Do tego start w tak często wspominanym przeze mnie maratonie. Dlatego rozpoczęłam go, jak to się mówi? "Na pełnym gazie/ petardzie?" 

TRENINGOWO WSZYSTKO WYGLĄDAŁO TAK: 





Robi wrażenie, jednak w lutym na pewno będą małe zmiany. Kurczę, a już jest luty! Szykują się kolejne zmiany.
Dziś o 7 rano wybieram się na badania, chcę sprawdzić jak mają się moje hormony, hematokryt, oraz wszystkie inne wyniki, które mogą wpłynąć na mój organizm. A Ty kiedy ostatnio się badałaś? Przyznaj się tak szczerze. Badania kontrolne to podstawa w dążeniu do sukcesu. Dlatego u mnie kolejne postanowienie: 

CO NAJMNIEJ CO PÓŁ ROKU BADANIA KONTROLNE ( i nie ma, że nie trzeba, bo trzeba!)

Ale wróćmy jeszcze do stycznia... a działo się dużo: 

1) Odwiedziny mojej Marii, przyjaciółki z którą niestety nie jest mi dane spotykać się na tyle często, ale wiecie co jest w tym wszystkim najpiękniejsze? To, że każda minuta spotkania po tak długim czasie jest wyjątkowa. Docenia się to co najmniej dwa jak nie trzy razy bardziej. Potrzebowałam tego jednego dnia, na długie rozmowy z bratnią mi duszą. Jeśli to czytasz Marysiu, a pewnie czytasz to dziękuję za każdą chwilę wspólnie spędzoną. 

2) Wygrałam bilety na Warsztaty z Ewą Chodakowską w konkursie #gotowanawyzwanie. Do tej pory nie wierzę, że to działo się na prawdę i że zostałam tak wyróżniona. 

3) WARSZTATY z Ewą Chodakowską w Gdańsku i spotkanie z #mygirls, o którym pisałam już kilka postów niżej. To było coś, o czym nie zapomnę do końca życia. Energia po tym wydarzeniu do dziś buzuje mi w żyłach. Dziewczyny planują wyjazd do Katowic, ja z koli nie jestem pewna, czy na pewno się tam zjawię, ponieważ Katowice są zaraz w następny dzień po moim maratonie. Jednak na dzień dzisiejszy nie mówię nie, czas pokaże, czy uda mi się być na tyle zorganizowaną, by zrobić sobie przerwę od nauki na jeden dzień, zregenerować na tyle, by móc spokojnie wsiąść w pociąg i przyjechać do Katowic. Nie mniej jednak, będę tam z Wami! SERCEM! Dziękuję dziewczyny za ten cudowny czas, za tą energię. Martynko... dziękuję za odwiedziny, wspólne posiłki i bieganie po bulwarze w niedzielę rano. To był piękny czas, nie pierwszy i na pewno nie ostatni. Nie mniej jednak DZIĘKUJĘ! 

4) Decyzja odnośnie pisania matury w szkole bliżej mojego domu. Co roku jak poprawiałam maturę musiałam jechać do szkoły macierzystej oddalonej od mojego domu o 250km, co wiązało się z dodatkową porcją stresu, wczesnym wstawaniam, oraz 2-3 godzinną podróżą. W tym roku OKE dało mi możliwość napisania tych dwóch, szalenie ważnych egzaminów bliżej domu. Nie wierzyłam, że się udało, a jednak! 

5) Na daną chwilę wszystko mi sprzyja. Kolejnym wyróżnieniem i małym sukcesem, w styczniu była kolejna wygrana- tym razem w konkursie Nałęczowianki, zaraz po treningach z #mygirls. Wstawiłam zdjęcie na facobookowy page Nałęczowianki i udało się. Mata z płytą na początku lutego wylądowały u mnie. To się nazywa podwójne szczęście.

A oto moje wygrane zdjęcie:




6) Odwiedziny Klaudii i Krystiana. To spotkanie też dało mi więcej niż możesz sobie wyobrazić, spotkanie po ponad 7 miesiącach - to jest coś. Nie ma się co dziwić, wyjątkowi ludzie=najwspanialsze chwile. Jeśli to czytacie to jeszcze raz dziękuję, że znaleźliście czas, by nas odwiedzić. Tęsknię i kocham! 

7) Sesja zdjęciowa na bloga. To chyba punkt kulminacyjny ruszenia z blogiem. Od dawna chciałam tak wystartować już pełną parą. Brakowało mi jednak dobrego materiału pod posty. Teraz mam. Pierwsza sesja zdjęciowa zrealizowana, a teraz będzie ich już coraz więcej. 

8) Kolejne posty na blogu. To jest mój chyba największy sukces w styczniu, bo po tak długich próbach powiedziałam sobie "Pauli, koniec odkładania tego, zacznij pisać." . I tak się zaczęło, mam nadzieję, że moje refleksje na blogu są dla Ciebie przyjemną lekturą, więc będziemy spotykać się tu częściej. 

Małymi krokami idę wciąż na przód, a towarzyszą mi cudowni ludzie, którzy na każdym kroku mnie wspierają i doceniają. Na samą myśl moje serce rośnie. Dziękuję! Mówię o Was, tworzymy team, prawda? 

Mój styczeń wyglądał następująco, a Twój? Podzielisz się swoimi sukcesami ze mną? 
Tulę! 

You May Also Like

3 komentarze

  1. Bardzo dobrze, że postanowiłaś pisać bloga. Uważam, że piszesz bardzo ciekawie i poruszasz ważne kwestie np. tą o regularnych badaniach. Jesteś motywacją dla mnie i pewnie dla wielu innych osób :) Podziwiam Cię i trzymam za Ciebie kciuki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa i czekam na dalsze części pamiętnika ;)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  2. Czytając to wszystko zdałam sobie sprawę, że umknął mi cały STYCZEŃ nie wiem gdzie, chyba po prostu sobie trochę odpuściłam. Ale tak być nie może, trzeba coś z tym zrobić i to najlepiej od teraz! Odpalam Ewkę i lecę.
    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń