Moje pierwsze 30 km!

By Paulina Zaborowska - stycznia 18, 2017



To, że przygotowuję się do maratonu- już wiesz. Pokonanie 42 km i 195 m wymaga wielu przygotowań. Jednym z nich było pierwsze 30 km wybieganie. Długo się do tego zbierałam, ale w końcu nadszedł czas, by się przełamać. Przecież za 80 dni startuję w maratonie, a to wbrew pozorom dość krótki okres czasu. 

Blue Monday, wszyscy w sieci przeżywali, że to przecież najgorszy poniedziałek roku- nie w moim przypadku. Zapamiętam go na pewno do końca życia. W końcu niecodziennie robi się tak długie dystanse biegowe, przynajmniej nie w moim wypadku. 

Wstałam rano i pomyślałam- to ten dzień! I pojechałam do Gdyni, by robić swoją życiówkę. Ubrana w wygodne zimowe buty do biegania, odpowiednią odzież- ruszyłam. Trasę rozpoczęłam od Skweru Kościuszki przez Bulwar Nadmorski w Gdyni. Pod koniec Bulwaru pojawiły się "schodki", teoretyczny koniec trasy biegowej i plaża zasypana nie dość, że śniegiem to również połamanymi drzewami. Nie było możliwości pokonania tej trasy w rytmie biegu. Stwierdziłam, że zawrócę i odbiję w górę do ulicy Świętojańskiej i stamtąd główną drogą dobiegnę do Orłowa.

Udało się FIRST CHECK POIN = Molo w Gdyni Orłowo. Chwila na relację na snapie + pamiątkowe selfie. Cieszyłam się jak bobas, kocham to miejsce za klimat. Za te krajobrazy, za powiew świeżej nadmorskiej bryzy. Od małego dziecka to miejsce było moim ulubionym. Praktycznie co roku przyjeżdżaliśmy tu z rodzicami i spędzaliśmy wakacje, bądź ferie. Chyba dlatego tak dobrze mi się kojarzy. 

Dalsza część trasy wiodła z Orłowa przez lasek i ścieżkę do Sopotu, która z resztą jest fenomenalna, jeśli chodzi o bieganie. Jedyne utrudnienie, które na niej spotkałam to duża warstwa śniegu. Tak duża, że wydawało mi się jakbym biegła po piachu, ale z czasem przywykłam i z wielkim uśmiechem mknęłam dalej. 

Udało się SECOND CHECK POINT = Sopot Molo, i znów pamiątkowe zdjęcie i obowiązkowa relacja na snapie. Garmin pokazywał 15,5km. Jeszcze drugie tyle- pomyślałam- Pauli, co Ty wyprawiasz? Biegnę! 

Z Sopotu ścieżką do Brzeźna biegłam mając w głowie jedną i jedyną myśl, że dam radę! Przecież biegnę w tak pięknym miejscu, pogoda jest rewelacyjna, a mi nie jest w ogóle zimno, buty też nie czują wilgoci. Wszystko mi sprzyja! 

Udało się THIRD CHECK POINT - Gdańsk Brzeźno Molo. I powtórka z rozrywki snap i zdjęcie. A na zegarku 22km. Już tylko osiem- pomyślałam! A osiem to naprawdę mało- Pauli bez obaw spokojnie dasz radę. 

I powiem Wam szczerze, że naprawdę nie wiem kiedy 30km pokazał zegarek. Ostatnie kilometry biegło mi się wręcz błogo, nie czułam zmęczenia, cieszyłam się. Cieszyłam się każdym krokiem, wdechem i widokiem. Kocham to! Kocham biegać! 

FINISH !  moja trzydziestokilometrowa wyprawa zakończyła się w Sopocie  do którego wróciłam z Brzeźna. Wsiadłam w Szybką Kolej Miejską i dojechałam do miejsca, w którym zostawiłam samochód, po czym z przeogromnym uśmiechem wracałam do domu. Niedowierzając, że udało mi się. 

Ten bieg dał mi naprawdę dużo. Dzięki niemu jestem pełna nadziei, że dam radę i przebiegnę swój wymarzony maraton. Czas jak na spokojne tempo, zatrzymywanie się na relacjonowanie mojego biegu i pamiątkowe zdjęcia to 2h 59 minut. Może będzie szansa, by złamać 4 godziny w maratonie? Zobaczymy! 

Pisząc to - myślę sobie, że wszystko naprawdę rodzi się w głowie. Więc jeśli czegoś chcesz, jeśli pragniesz tego tak mocno -to nie stój w miejscu, zrób pierwszy krok. Wstań rano i powiedz sobie- to jest ten dzień! I uwierz w to! 

Z tą myślą zostawiam Cię do piątku, a w piątek kolejny post na blogu. Zapraszam! 

  • Podziel się:

Może Ci się także spodobać

4 komentarze