MOJA METAMORFOZA

by - września 19, 2016

Dziś trochę o mnie.
Moja droga nie była łatwa, z resztą nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Wręcz przeciwnie, byłam świadoma tego ile determinacji, motywacji i pracy mnie czeka, ale chciałam coś w końcu zmienić. Chciałam poczuć się lepiej w swoim ciele. Czy udało mi się? Możecie ocenić. Wiem jedno, że jeszcze sporo pracy przede mną. To nie koniec... a wręcz początek. Czego? Mojego nowego, zdrowego życia, które pokochałam i nie wyobrażam sobie teraz innego. Zapamiętaj wszystko zaczyna się w głowie. By zmienić się, musisz tego naprawdę chcieć.
Jak zaczęłam, co mnie do tego skłoniło?

W szkole podstawowej i gimnazjum byłam naprawdę bardzo aktywną dziewczyną, sylwetkę miałam raczej normalną. Z racji tego, że byłam bardzo wysoką dziewczyną- jak na swój wiek. Grałam w klubie siatkarskim, jeździłam praktycznie co drugi tydzień na mecze, a w tygodniu miałam od 2 do 3 treningów po około 2-2,5h. Czułam się dobrze. Byłam przyzwyczajona do zorganizowanych po każdą godzinę dni.

 Co się więc stało, że przytyłam?
Po gimnazjum postanowiłam iść do szkoły z internatem. W szkole zabrakło większej ilości treningów w siatkówkę. Nie miałam możliwości dalszej realizacji swojej siatkarskiej pasji, a chodzenie ograniczyło się chodzeniem przez łącznik z internatu do szkoły i z powrotem. Na dodatek pojawiły się problemy hormonalne, które dodatkowo sprzyjały tyciu. Co weekend starałam się wracać do domu oddalonego od szkoły o 280km. Siedzenie bezczynne w autobusie również dawało się we znaki.


Kiedy ruszyłam na pomoc swojemu zdrowiu?
Kulminacyjny moment nastąpił w Wielkanoc, w połowie drugiego semestru 2 klasy liceum. Kiedy wróciłam na święta do domu to moja mama zwróciła uwagę na to, że coś złego dzieje się ze mną i moim ciałem, że jest mnie po prostu dużo więcej niż było. Wspomnę jeszcze, że w domu nie mieliśmy wagi, stara się popsuła, a nikt z domowników nie czuł potrzeby, by zaopatrzyć się w nową. Pamiętam jak mama przy okazji świątecznych zakupów kupiła wagę i zaraz po przyjeździe z nią do domu kazała mi się zważyć. Do dziś pamiętam ten moment, strach przed tym jakie liczby się tam pojawią. A gdy już waga wskazała 97kg- załamałam się! Naprawdę się załamałam, zaczęłam płakać i obwiniać się za to co się stało. W gimnazjum zawsze moja waga przy wzroście 181cm oscylowała w granicach 72kg. Przytyłam 25kg ...

Wraz z uświadomieniem sobie tego, że nie akceptuję takiej Pauliny, postanowiłam z marszu przejść na dietę. Zrezygnowałam z kolorowych napojów, soków, słodyczy. Starałam się jeść zdrowo. Nie jadłam na noc, kolorowe napoje zamieniłam na wodę i zieloną herbatę, bez której aż po dzień dzisiejszy nie potrafię się obejść- po prostu ją uwielbiam. I stopniowo zaczęłam wprowadzać urozmaiconą aktywność fizyczną.

Na początku był rower...
W każdy weekend, kiedy wracałam do domu, codziennie jeździłam na rowerze, pokonywałam dość spore jak na moją tuszę dystanse.
Później zaczęłam biegać. Do tej pory pamiętam dzień, w którym mój przyjaciel polecił mi aplikację Endomondo, dzięki której mogłam kontrolować swoje czasy, dystanse oraz liczbę spalonych kalorii. Zafascynowana taką aplikacją, dosłownie po 10 minutach jak tylko dowiedziałam się, że "coś" takiego istnieje - zainstalowałam apkę, założyłam wygodny dres, buty sportowe, zabrałam słuchawki i pierwszy raz w życiu wybiegałam 3,5km. Byłam taka spełniona, endorfiny po moim pierwszym biegowym treningu sięgały zenitu. Starałam się biegać regularnie. Robiłam 3-5 wybiegań w ciągu tygodnia. W tygodniu, internackie kolacje zamieniłam na wieczorne kardio w postaci biegu. Moim maksymalnym osiągnięciem był dystans 6km.

Mój pierwszy skalpel z Ewą
Nadszedł czas wakacji, waga od momentu świąt Wielkanocnych delikatnie spadła, ale to nie był szczyt moich marzeń. Pod koniec czerwca wyjechałam za granicę do pracy. Tam moja ciocia pokazała mi treningi z Ewą Chodakowską. Postanowiłam spróbować swoich sił w tego rodzaju aktywności. Pierwszy trening to było coś, na dodatek nie ćwiczyłam sama, a u boku cioci. Na kanapie siedziała mama, oraz mąż Magdy, którzy wspierali nas duchowo i mówili co robimy źle. To naprawdę było wspaniałe! Od tego dnia praktycznie 6 razy w tygodniu wykonywałam skalpel. Między pracą a pracą zawsze starałam znaleźć czas na trening. Na dodatek dalej biegałam, mało, bo mało, ale starałam się chociaż raz - dwa, wybiegać kilka kilometrów. Po dwóch miesiącach pobytu na obczyźnie, wróciłam do Polski z nową wagą i pierwszymi większymi efektami. Od razu jak weszłam do domu mój brat zwrócił uwagę na to, że schudłam. Bardzo się cieszyłam, że widać efekty mojej ciężko wkładanej pracy. Naprawdę się starałam.

Po wakacjach przyszedł czas na klasę maturalną i wiążącą się  z tym studniówkę. Uparcie walczyłam o wymarzone efekty, o spadające kilogramy. Powoli zmierzałam do celu. W tygodniu ćwiczyłam i biegałam, w weekendy starałam się również być aktywną i w dalszym ciągu zwracałam uwagę na to co jem. Pod koniec maturalnej klasy udało mi się ważyć 80kg. Do matury schudłam łącznie 17kg.

Wyprowadzka z internatu i nowe życie.
Jak co roku na wakacje wyjechałam do pracy za granicę i w dalszym ciągu byłam wierna swojej Chodakowskiej i wybieganym kilometrom. Na dodatek w moim życiu pojawiła się sympatia- Artur, który do dziś kibicuje mi każdego dnia. Przez kolejny rok pracy, moja waga uległa zmianie, licznik wskazywał 70kg. A na dzień dzisiejszy waga waha się między 67-68kg. Jednak to nie koniec mojej przygody z pracą nad "lepszą wersją wczorajszej siebie". Fit życie to coś co pokochałam całym sercem i nie wyobrażam sobie innego funkcjonowania w życiu.




Jem zdrowo, jestem aktywna, kocham życie i chcę czuć się dobrze we własnym ciele, chcę żyć w zgodzie ze swoim organizmem.

Jeśli szukasz motywacji, mam nadzieję, że historia mojej metamorfozy choć trochę zmotywuje i Ciebie. Pamiętaj, nic nie zmienisz patrząc bezczynnie na czyjeś efekty. Pierwsze co musisz zrobić to chcieć się zmienić, a następnie zacząć działać. Efekty osiągniemy ciężką pracą, a nie leżeniem na kanapie. Ja się o tym przekonałam, a Ty? Jeśli jesteś w trakcie swojej drogi do wymarzonej ja, bądź dopiero zaczynasz to wiedz, że jest to najlepsza decyzja w Twoim życiu. Twój organizm i zdrowie są najważniejsze. Wszystko rodzi się w głowie, trzeba tylko chcieć zrobić ten pierwszy krok. Ja go zrobiłam i nie żałuję, spróbuj a sama się przekonasz, że warto.

Trzymam za Ciebie kciuki.


Jeśli dotrwałaś lub dotrwałeś do końca mojego pierwszego postu, daj znać. Jeśli masz jakieś pytania pisz, z chęcią odpowiem. To blog o tematyce zdrowego stylu życia, dlatego im więcej nas tym lepiej. Niech każdy post będzie kolejną porcją inspiracji, motywacji i endorfin. Dzielmy się tym co jest dobre, a życie na pewno będzie piękniejsze.



You May Also Like

3 komentarze

  1. Witam kochana w blogosferze! :)
    powodzenia, 3mam kciuki za Twój rozwój, za dalsze sukcesy :)
    Na pewno będę tutaj częstym gościem <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olciu, jak zwykle jesteś wierna moim postom. Dziękuję! <3

      Usuń
  2. Przypadkiem trafiłam na Twój pierwszy post i jestem naprawdę pod wrażeniem. Zachwycające jest to jak to co mamy w głowie może przerodzić się w życie. Trzymam kciuki :*

    OdpowiedzUsuń